Każda przygoda zaczyna się niewinnie. Tak właśnie było i ze mną.
Zaczęło się od zwiększenia mojej wagi.
Trochę się przy tym załamałam, bo czułam się jak gówno. Dalej się tak czuję.
Założyłam pierwszego tumblra i photobloga. Miałam swoje 400 obserwatorów na tumblrze.
Założyłam więc drugiego, smutnego, strasznego, dołującego.
Codziennie oglądałam zdjęcia chudych, pięknych dziewczyn i coraz bardziej nienawidziłam swojego ciała.
Potem doszły problemy w szkole, pogorszenie się moich stosunków z rodzicami.. Znowu było coraz gorzej i gorzej...
W końcu straciłam wszystko. Byłam samotna, a jedynie internet mnie akceptował.
Postanowiłam jakoś uwolnić swoje uczucia, a razem z nimi krew.
Pocięłam się zwykłym szkłem znalezionym na ulicy, pamiętam to do dziś.
Działo się to 3 lata temu, teraz jest gorzej.
Moje rany to nie małe zadrapania, tylko takie przy których widać wystające mięso.
Obrzydza mnie wciąż patrzenie w lustro, lecz blizny mnie nie oszpecają.
Podobają mi się, a nawet je lubię.
Powstają na miejscach, których szczególnie w sobie nienawidzę.
Odwracają uwagę od grubego ciała, którym muszę się "posługiwać".
Nigdy nie liczyłam ran, bo przeraża mnie to.
Chyba tyle na temat mojego "pierwszego razu".
Uroniłam łzę, która jest jedna. Zawsze na początku coś jest pojedyncze.
Później się mnoży i nagle nie wiadomo jak, wszędzie jest tego pełno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz